Stephane Antiga po finałach PlusLigi: Jestem dumny z mojej drużyny
BOGDANKA LUK Lublin nie obroniła mistrzostwa Polski, ale w finałach - mimo wielkich problemów kadrowych - zmusiła Aluron CMC Wartę Zawiercie do największego wysiłku. - Szkoda, ale przegraliśmy z drużyną, która naprawdę gra bardzo dobrze - podkreśla trener Stephane Antiga.
PLUSLIGA.PL: Świetnie zaczęliście piąty mecz finałowy PlusLigi, wygrywając pierwszego seta 25:15. Czego później wam zabrakło?
Stephane Antiga: Zagrywki. W kolejnych setach graliśmy gorzej w tym elemencie, choć ogólnie dobrze. Gratulacje dla zespołu z Zawiercia, bo byli lepsi. Trochę żałuję, że nie byliśmy w stanie zagrywać tak jak na początku. Mamy zawodników, którzy ryzykują, a wtedy są błędy. Dzisiaj [w niedzielę] robiliśmy ich więcej od przeciwników i mniej asów niż zwykle. Ale w drużynie z Zawiercia nie ma słabych punktów, każdy jest zawodnik przyjmujący jest świetny, podobnie jak libero Popiwczak.
Po raz pierwszy od 11 lat mistrza Polski wyłonił dopiero piąty mecz finałowy. Zaczęliście go znakomicie...
Nasz pierwszy set był bardzo dobry, bo drużyna po przegranej w Lublinie pokazała moc mentalną. Walczyliśmy, wróciliśmy z jakością gry i agresją. Trochę szkoda drugiego seta, bo nie robiliśmy wielu błędów, ale rywale świetnie blokowali, robili asy i byli skuteczniejsi w kontrze. Szkoda, ale przegraliśmy z drużyną, która naprawdę gra bardzo dobrze.
Przez cały sezon zmagaliście się z problemami, co chwila kontuzja wyłączała jakiegoś zawodnika. Mimo to awansowaliście do finału. Czy w tej sytuacji wicemistrzostwo Polski to sukces?
Ciekawie byłoby policzyć, ile konfiguracji składu mieliśmy. Był czas, w którym nie mieliśmy do dyspozycji żadnego atakującego, przez chwilę grał drugi rozgrywający, kontuzje mieli przyjmujący. Tak naprawdę przez cały czas zdrowi byli tylko nasi czterej środkowi. Było bardzo mało treningów, podczas których mieliśmy 14 zdrowych zawodników. Pracowaliśmy tak, jak było można, ale łatwo na pewno nie było. Ale drużyna wiedziała jaka jest sytuacja i próbowała robić wszystko jak najlepiej, często na innej pozycji, trochę inaczej, by nie tracić czasu. Dlatego potrafiliśmy grać tak dobrze, awansować do finału, wygrać w nim dwa mecze. Wierzyli, że trzeba być cierpliwym. Często to powtarzam, ale powiem jeszcze raz: ta drużyna jest świetna.

Dlaczego w meczach finałowych nie grał Hilir Henno?
Nie byliśmy w stanie znaleźć przyczyny, ale mówił, że nie był w stanie grać. Mam nadzieję, że nie jest to nic poważnego, może to tylko przeciążenie.
Po pierwszym spotkaniu finałowym, przegranym wysoko, mało kto wierzył, że jesteście w stanie nawiązać walkę z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Jak udało wam się podnieść?
Rozmawialiśmy o tym dużo… Przeciwnicy w pierwszym meczu wyglądali dobrze, dwa razy lepiej od nas. Ale to był tylko jeden mecz. Skoncentrowaliśmy się na następnym i na początku byliśmy w stanie grać naszym charakterem, potrafiliśmy adaptować się w trakcie finałów.
Szkoda, że się nie udało, ale jestem dumny z tego, że walczyliśmy, że potrafiliśmy grać na bardzo wysokim poziomie. A wcześniej zdobyliśmy Superpuchar i Puchar Polski. Bardzo dobra była też Liga Mistrzów, gdzie w grupie wygraliśmy wszystkie sześć meczów. To był świetny sezon, którym mógłby być historycznym z trzema trofeami.
Wobec waszego pecha i wszystkich problemów, czy srebro jest sukcesem czy niedosytem?
Od grudnia były kłopoty, ale – tak jak powiedziałem - walczyliśmy i pracowaliśmy, żeby było lepiej…
Powrót do listy