Siatkarskieligi app

Aktualności

Marcin Janusz: Nie wierzę w klątwy

Marcin Janusz w tym sezonie nie gra w reprezentacji Polski, ale jest pod wrażeniem występu kolegów w finałowym turnieju VNL i trzyma kciuki za podobny sukces także w MŚ na Filipinach. Przez cztery ostatnie lata występował w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, z którą wygrał m.in. mistrzostwo Polski (2022) i dwukrotnie Ligę Mistrzów (2022 i 2023). Czy na podobne osiągnięcia może liczyć z Asseco Resovią, która w finale PlusLigi grała po raz ostatni w sezonie 2015/2016?

PLUSLIGA.PL: Asseco Resovia rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu z dziesięcioma zawodnikami z 15-osobowej kadry. W zespole nie brakowało zmian [8 transferów – przyp. red.], jest też nowy trener. To będzie wyzwanie, żeby zbudować dobry zespół nie tylko na papierze?
Marcin Janusz (rozgrywający Asseco Resovii): Przemeblowanie w drużynie jest spore, ale myślę, że dużym plusem jest to, że w dość dużej grupie jesteśmy w klubie od pierwszego dnia i mamy naprawdę spokojny, długi okres, żeby się zgrać, żeby stworzyć dobrą atmosferę i dobrą drużynę. Na pewno w sytuacji, w której każdy z nas, reprezentantów, byłby teraz na kadrze i przygotowywał się do mistrzostw świata, byłoby to zdecydowanie trudniejsze, bo najprawdopodobniej pojawilibyśmy się w zespole na dwa tygodnie przed startem PlusLigi. A teraz tak naprawdę możemy zacząć od podstaw, tak jak było to widać po pierwszych zajęciach. Oczekiwania w stosunku do nas są z pewnością duże, ale każdy z nas również je ma, bo zdajemy sobie sprawę, że potencjał mamy duży i tego się nie da ukryć. Jeśli się ma taki potencjał, to trzeba sobie stawiać wysokie cele. Gramy w Lidze Mistrzów, więc wszystko jest przed nami otwarte, tylko teraz czeka nas ten ciężki, żmudny proces stworzenia drużyny. Czasami myślę, że będzie trochę nudno, będzie pewnie dużo odbić, jakichś prostych rzeczy, dogadywania wszystkiego, ale to mam nadzieję, że to wszystko zaprocentuje później w sezonie.  

PLUSLIGA.PL: Wiele osób, nie tylko w Rzeszowie, zastanawia się, czy to będzie w końcu sezon, w którym Asseco Resovia będzie grała na miarę swoich możliwości, bo z tym w ostatnich latach bywało ciężko?
Tak, ale mi też trudno wypowiadać się na temat poprzednich sezonów. Oczywiście mam znajomych, mam kolegów, którzy tutaj grali, więc wiem mniej więcej, co się działo w drużynie, ale nie będąc w środku, nie żyjąc z drużyną na co dzień, człowiek nigdy nie dowie się tego, jak to wyglądało i co było powodem tego, że czasami te wyniki były poniżej potencjału. Dla mnie sytuacja jest dość prosta. Dołączając do tego zespołu nic wielkiego nie będę chciał zmienić w sobie i w moim podejściu do tego, jak trenuję i jak przygotowuję się do meczów. Myślę, że razem mamy na tyle doświadczoną i ograną w różnych sytuacjach grupę zawodników, w tym również kilku, którzy są w klubie od wielu lat, że oni wszyscy zarówno mi, jak i innym nowym kolegom pomogą, jak funkcjonować i jak nie popełniać tych błędów, które może były gdzieś popełniane przez ostatnie lata. Poza tym na końcu to jest przecież siatkówka i czy to jest w Rzeszowie, w Kędzierzynie-Koźlu, w Gdańsku, czy w innym klubie, ostatecznie do tego to się sprowadza. Staram się więc nie patrzeć, jak to wyglądało w Rzeszowie w poprzednich sezonach, czy były np. jakieś wewnętrzne problemy. Myślę, że każdy z tych zawodników, którzy tutaj są, chce zostawić to za sobą i gdzieś zacząć nowy rozdział. Poza tym nie chciałbym też tworzyć takiej atmosfery, że w klubie było aż tak źle, bo przecież był wygrany Puchar CEV, czy medal w PlusLidze. Może nie były to takie sukcesy, których wszyscy tu oczekiwali, ale też nie czuję się przychodząc do Asseco Resovii jakbym przychodził do jakiegoś zespołu, który od wielu lat nie potrafi niczego wygrać. Rzeszów ma na pewno piękną historię, może historię piękniejszą niż te ostatnie lata, ale to też niczego tak naprawdę nie pokazuje. Mam nadzieję, że w tym roku wrócimy do tych najpiękniejszych lat w historii rzeszowskiej siatkówki i będzie dobrze.

PLUSLIGA.PL: Już od kilku lat nie miał pan takiej przerwy od siatkówki i nie brał udziału w początkowej fazie przygotowań do sezonu ligowego. To też nowość?
Tak, chociaż przygotowania w reprezentacji do tych docelowych turniejów również na początku wyglądają podobnie. Też zaczyna się gdzieś od tych prostych rzeczy i gdzieś powoli buduje się tę formę do najważniejszych turniejów. Jeśli chodzi o klub, to było to dla mnie coś nowego z perspektywy ostatnich lat, ale też coś potrzebnego. Ja sam czułem, że to już czas troszkę się uspokoić, jeśli chodzi o tę sytuację z ilością rozegranych meczów. Już ten organizm mi dawał dość mocne sygnały i to nawet nie chodzi o same igrzyska, gdzie było to bardzo widać, ale było wiele ciężkich momentów przez te ostatnie lata, gdzie musiałem łączyć klub z kadrą, więc też nie była to prosta decyzja. Pamiętam, że miesiącami zastanawiałem się w trakcie zeszłego sezonu, gdzie starałem się wyważyć plusy, minusy i to jaką decyzję podjąć, ale myślę, że podjąłem dobrą, bo nie wiem, jak długo bym wytrzymał bez takiej cięższej kontuzji. Oczywiście tego się nigdy nie dowiem, ale wydaje mi się, że niewiele by brakowało, jakbym teraz był w reprezentacji, a tak to czuję się kilka lat młodszy, wypoczęty, gotowy na to, żeby ciężko trenować. Te wakacje też mocno przetrenowałem. Może nie siatkarsko, może nie w takim typowym treningu z sześciu na sześciu czy związanym z siatkówką, ale fizycznie dość mocno z naszym trenerem od przygotowania motorycznym - Mateuszem Zimochem przepracowałem i myślę, że to dobrze zaprocentuje w trakcie sezonu.

PLUSLIGA.PL: Okres wakacyjny miał pan intensywny i ze sporą dawką podróży, w tym chociażby do Stanów Zjednoczonych, gdzie był pan na finale klubowych MŚ w piłce nożnej?
Sporo tego rzeczywiście było. Co do klubowych MŚ, to akurat przypadkowo się trafiło, że miałem pierwszy raz możliwość być na takim większym meczu, więc było to dla mnie ogromne wydarzenie. Dużo udało się pojeździć, ale te wyjazdy też nie kolidowały z przygotowaniem fizycznym do sezonu. To jest ten bonus, że można gdzieś jechać i dalej się przygotowywać, ale będąc w innym miejscu, czyli coś, czego będąc na co dzień w klubie czy na reprezentacji nie da się zrobić. Był to dla mnie taki bardzo dobry, spokojny okres, gdzie mogłem troszkę odetchnąć po tych intensywnych latach gry i teraz już być gotowy na sto procent do pracy w klubie.

PLUSLIGA.PL: Mimo że nie ma pana w tym roku w reprezentacji Polski, podobnie jak kilku innych wicemistrzów olimpijskich, za wiele się nie zmienia, bo kadra prowadzona przez Nikolę Grbicia cały czas prowadzi w rankingu FIVB i wygrała już w tym roku Ligę Narodów. To imponujące?
Oczywiście; 9-0 w setach w finałowym turnieju VNL w Ningbo, to coś niesamowitego i aż przyjemnie się to oglądało. Ostatnio mieliśmy też okazję spotkać się z kadrowiczami w większym gronie na weselu u Kamila Semeniuka, no i wszyscy byli naładowani pozytywną energią. Takie zwycięstwo na pewno daje dużo, więc teraz trzymam kciuki, żeby mistrzostwa świata też się udały. Nie będzie oczywiście łatwo, bo wiemy jak mocne są inne reprezentacje, czy Włochy, Brazylia, Japonia, czy Francja, która teraz będzie pewnie trochę mocniejsza. Jeśli tylko chłopaki będą zdrowi, bo z tym też jest trochę problemów w tym sezonie i jeśli będą w dobrej formie, to myślę, że nawet możemy liczyć na złoto. Nie chcę im pompować balonika i czy nakładać dodatkową presję, ale pokazując się z tak dobrej strony w trakcie Ligi Narodów, to sami myślę, że sobie to zrobili. Poza tam jest tylu dobrych, doświadczonych zawodników, którzy potrafią grać, że nawet mając trochę dodatkowej presji na barkach dobrze sobie z tym poradzą, więc liczę na to, że wszyscy będziemy się z tego cieszyć.

PLUSLIGA.PL: Czy oglądał pan również wcześniejszą fazę Ligi Narodów, chociażby turniej w Gdańsku, gdzie po przegranych meczach z Kubą i Bułgarią było sporo znaków zapytania, także jeśli chodzi o dyspozycję rozgrywających?
Oglądałem turniej w Gdańsku, ale jakoś dziwnie byłem spokojny; myślę, że tak samo jak chłopaki. Chociażby z wywiadów Tomka Fornala czy Kuby Kochanowskiego wynikało, że wszyscy w drużynie zdawali sobie sprawę, że w każdym sezonie reprezentacyjnym są turnieje, które nie wychodzą i ta gra nie wygląda dobrze. Ważne, żeby na ten najważniejszy moment być gotowym. Nie da się tego okresu przygotowawczego tak zaplanować, żeby ta forma była cały czas równa i jeszcze wysoka. Oczywiście, może tam parę rzeczy nam nie wychodziło, ale czy ktoś o tym jeszcze pamięta? Na turnieju finałowym w trzech meczach był wynik 9-0 w setach i to jest najważniejsze. Lepiej tak niż na odwrót.

PLUSLIGA.PL: Mistrzostwa świata będą od tego sezonu rozgrywane co dwa lata. Prestiż tego turnieju nie będzie przez to tak duży jak wcześniej?
Może tak, ale też wiadomo, że trochę pieniądz tym wszystkim rządzi, więc to się musi opłacać i musi się sprzedawać. Światowe władze i organizatorzy turniejów walczą o to, żeby popularność siatkówki była większa, co dla nas, zawodników, ostatecznie przełoży się na lepsze warunki finansowe, więc ciężko mi oceniać, czy to jest dobre, czy to jest złe. Pewnie przekonamy się po kilku latach. Z jednej strony, to też powoduje, że wielu zawodników, na przykład ja, ale również wielu innych, którzy teraz w reprezentacji nie są, bo lista nieobecnych z wszystkich krajów jest przecież bardzo długa, czasami muszą sobie robić przerwy. Tu nawet nie chodzi o jakieś widzimisię, tylko czasami już się wie, że jest ten czas i że inaczej się nie pociągnie. Z drugiej strony, jest też dużo zmian w składach, a jakoś to wszystko wygląda. Te turnieje są na wysokim poziomie, więc może to jest dobra droga. 

PLUSLIGA.PL: Patrząc z perspektywy reprezentacji Polski istotne mecze na mistrzostwach świata zaczną się od fazy play-off i pierwszym ważnym sprawdzianem powinien być ćwierćfinał?
Tak. Nam akurat przez ostatnie lata te ćwierćfinały wychodziły właśnie dobrze i to jest bardzo cenne, bo to jest taki mecz, który z reguły jest pierwszym, w którym rzeczywiście czuje się, że jedno potknięcie i odpada się z rywalizacji o medale. Z kolei jak się go wygra, to później jest jeszcze margines na to, żeby nawet przegrać w półfinale, ale mieć jeszcze mecz o trzecie miejsce i kolejną szansę na odbudowanie się. Natomiast ćwierćfinał jest bardzo ciężkim meczem i to niezależnie od tego, z kim się gra, tylko właśnie z tego psychologicznego punktu widzenia. Na turnieju na Filipinach, jeśli wszystko się planowo ułoży, to w ćwierćfinale zagramy z Japonią, z którą zwykle gramy dobrze. Nie chcę zapeszać, ale w ćwierćfinale Ligi Narodów i wcześniej w tej fazie grupowej wyglądało to świetnie, więc jest pozytywne nastawienie, ale oczywiście to nie może nas uśpić. Teraz też jestem w gronie kibiców, którzy mogą gdzieś trochę spokojniej do tego podejść, ale chłopaki z reprezentacji na pewno tego nie zrobią i będą odpowiednio spięci, zmotywowani i gotowi tak jakby grali finał. To jest myślę klucz do tego, żeby przejść ćwierćfinał, a później jak będzie, to zobaczymy, ale na pewno nie będzie łatwo.  

PLUSLIGA.PL: Drabinka turnieju jest taka, że nie może być powtórki finału z MŚ 2022, czyli Polska-Włochy, bo mecz Włochy - Francja może być potencjalnym ćwierćfinałem. Szkoda, że akurat te trzy mocne zespoły są w tej samej połówce turnieju, czy może to szansa dla innych drużyn, żeby zajść bardzo daleko?
Z tego co pamiętam, to na tych poprzednich mistrzostwach świata, które rozgrywaliśmy w Polsce, na początku turnieju nikt jakoś specjalnie nie stawiał na Włochów, że będą tak wysoko. Moim zdaniem ciężko jest tak przed turniejem przewidzieć, kto przyjedzie w dobrej formie, albo kto wystrzeli jako czarny koń, a chcąc grać o medale, to trzeba walczyć i wygrywać tak naprawdę z każdym, na kogo się nie trafi. Na pewno jest grupa około 4-5 drużyn na świecie, które gdzieś grają na podobnym, wysokim poziomie, więc w półfinale automatycznie na jedną z tych drużyn się na pewno trafi. Ja też wiem, jakie podejście ma do tego Nikola Grbić i jak to przekłada na drużynę, żeby nie za bardzo sobie tym wszystkim zawracać głowy, nie mówiąc już o jakimś specjalnym ustawianiu się, żeby np. trafić na jakiegoś słabszego przeciwnika. Z tego co kojarzę, to były w przeszłości takie sytuacje, chyba właśnie na mistrzostwach w Katowicach, że mogliśmy coś przegrać, żeby potem mieć łatwiejszą drabinkę. Trener od razu nam to wybił z głowy, nawet jakby komuś taka myśl przeszła w ogóle przez głowę, że nie ma czegoś takiego i ja się przez to spędzanie czasu z Nikolą nauczyłem właśnie tego jego podejścia. Myślę, że chłopaki sobie w ogóle tym głowy nie zawracają z kim będą grać, tylko się przygotowują. Jak się przygotują dobrze i będą zdrowi, to naprawdę, ktokolwiek by nie był po drugiej stronie, to oni są w stanie ten turniej wygrać.

PLUSLIGA.PL: Przerwa od gry w reprezentacji w pana przypadku, to będzie tylko ten jeden sezon?
Raczej tak, ale też nie chciałbym teraz niczego deklarować. Jest jeszcze bardzo wcześnie, dopiero wracam i zaczynam przygotowania do sezonu. Jesteśmy w stałym kontakcie z trenerem Nikolą i gdzieś tak sobie na koniec naszych rozmów w trakcie poprzedniego sezonu powiedzieliśmy, że będziemy rozmawiać w trakcie tego, więc chyba tyle w tym temacie. O tym wszystkim na pewno będziemy później rozmawiać.

PLUSLIGA.PL: Wspomniał pan o tym, że decyzja o przerwie w grze w reprezentacji była ciężka i długo pan ją podejmował. A jak było w przypadku decyzji o zmianie klubu i podpisaniu kontraktu właśnie z Asseco Resovią, bo przecież był pan kuszony też przez inne zespoły? Nie było obaw, że w Rzeszowie nie do końca są perspektywy na to, żeby osiągać sukcesy i rozwijać skrzydła?
Jeśli chodzi o pytanie, czy brałem to pod uwagę, że Rzeszów jest czymś obciążony, na przykład jakąś klątwą, to zupełnie nie i ja w takie rzeczy nie wierzę. Nawet jeśli ktoś tak myśli, to ja to mogę potraktować tylko jako taką dodatkową motywację, żeby to właśnie przełamać, żeby w końcu zrobić ten krok do przodu, tak jak na reprezentacji udało się przejść ćwierćfinał igrzysk olimpijskich. To też był przecież taki mecz, o którym teraz może mało kto pamięta, ale przez trzy lata, jak grałem regularnie w reprezentacji, to każdy nam przypominał i powtarzał, że fajnie, że wygrywacie jakieś różne rzeczy po drodze, no ale przyjdzie ćwierćfinał igrzysk olimpijskich i co wtedy? Więc to zawsze gdzieś z nami było, ale była też motywacja, żeby to wreszcie przełamać. Tak samo jest tutaj w Rzeszowie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że decyzja o zmianie klubu była łatwa, bo odchodziłem z ZAKSY, z klubu, do którego się ogromnie przywiązałem, więc odejść z tego miejsca było mi na pewno ciężko. Gdzieś zawsze przyjeżdżając do Kędzierzyna będę czuł się częścią tego klubu i tego miasta. Przez cztery lata tam spędzone mocno się zżyłem z ludźmi, więc sentyment do tego miejsca będę miał ogromny, ale czułem też, że może jest to czas na zmianę, na znalezienie jakichś innych wyzwań, może jakąś dodatkową motywację, bo też przechodzenie do innego klubu daje takiego dodatkowego kopa, dodatkowej energii i motywacji do tego, żeby i z tym nowym klubem osiągać sukcesy. Była to więc ciężka decyzja, ale jakiej bym nie podjął, to myślę, że byłaby trudna. Gdzieś jednak mocno się skłaniałem w stronę Rzeszowa. Nawet jak negocjowaliśmy jeszcze z kilkoma klubami, to podświadomie czułem, że chcę podpisać kontrakt właśnie z Asseco Resovią.

PLUSLIGA.PL: Będzie pan miał też okazję ponownie rywalizować w Lidze Mistrzów. Dzika karta dla Asseco Resovii, to była miła niespodzianka, mimo że będzie się wiązać z większą liczbą meczów?
Zdecydowanie miła niespodzianka i bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza, że mamy zespół, który rzeczywiście ma potencjał na to, żeby gdzieś tam bić się z najlepszymi i różnie to może być, chociaż wiadomo, że to jest dopiero początek przygotowań i trudno cokolwiek przewidzieć. Pamiętam jednak, że przed pierwszym moim sezonem w Kędzierzynie też nikt by nie powiedział, że powtórzymy sukces i obronimy Ligę Mistrzów, a tak się stało, więc nic, tylko trzeba pracować. Z takim podejściem będę tutaj grał i trenował, że naprawdę stać nas na dużo, tylko teraz czeka nas ten żmudny proces tworzenia drużyny, więc ciężko mi mówić o tym co będzie, bo nie wiem jak to wszystko wyjdzie.

Powrót do listy

Powiązane informacje

POWIĄZANE WIADOMOŚCI