Marcin Janusz: Bardzo bym chciał, żebyśmy nie byli drużyną o dwóch twarzach
Asseco Resovia Rzeszów przełamała serię pięciu porażek z rzędu w meczach wyjazdowych (trzy w PlusLidze i dwa w Lidze Mistrzów) pokonując w Częstochowie Steam Hemarpol Politechnikę 3:1. Już w środę 04.03. o godz. 18.00. resoviacy rozegrają na Podpromiu pierwszy mecz barażowy w Lidze Mistrzów z Knack Roeselare. - Jesteśmy w grze i o PlusLigę i o Ligę Mistrzów, więc wszystko przed nami – mówi kapitan Asseco Resovii, Marcin Janusz.
PLUSLIGA.PL: Asseco Resovia po raz ostatni zwyciężyła na wyjeździe w meczu z Cuprum Stilonem Gorzów 15.01., więc pewnie radość w zespole po wygranej w Częstochowie jest duża, biorąc też pod uwagę dużą nerwowość i emocje w końcówce czwartego seta?
Marcin Janusz (rozgrywający Asseco Resovii): Tak, bardzo. Nie ma co ukrywać. Ktoś może powiedzieć, że graliśmy z ostatnią drużyną tabeli, chociaż wszyscy wiemy jakie indywidualności w tym zespole są i myślę, że Częstochowa w walce o utrzymanie ma trochę cięższą pracę niż inni, bo wszyscy sobie zdają sprawę jak klasowi tutaj zawodnicy grają i nikt tej drużyny nie lekceważy. Oczywiście gdzieś tam swoją grę w pewnych aspektach muszą poprawić, żeby się utrzymać, ale przyjeżdżając do Częstochowy wiedzieliśmy, że to nie jest taka typowa ostatnia drużyna w lidze i że tutaj trzeba się będzie bić o zwycięstwo. Mamy dość trudny okres ostatnio tych meczów wyjazdowych, więc tym bardziej chcieliśmy wygrać. Było nerwowo. Wydawało się w czwartym secie, że już wszystko idzie po naszej myśli, ale gdzieś Częstochowa zaczęła grać bardzo dobrze. Tu też trzeba oddać, że dobrze bronili i trudne piłki kończyli. No i cieszę się, że tę końcówkę wytrzymaliśmy [33:31 w czwartym secie – przyp. red.], bo nie ma co ukrywać, jest trochę nerwowy okres w naszej drużynie, bo zawsze tak jest, kiedy jest seria kilku porażek. Tak naprawdę niczego jeszcze nie przegraliśmy, ale gdzieś te porażki trochę powodują taką niepewność. Do tego jeszcze doszła ta nerwowa końcówka meczu, ale super, że to wytrzymaliśmy.

PLUSLIGA.PL: Jako kapitan zespołu szczególnie przeżywał pan i brał do siebie negatywne komentarze, jakie dotyczyły wyjazdowych porażek Asseco Resovii, zwłaszcza po przegranym meczu Ligi Mistrzów w Lizbonie?
Ja się bardzo staram nie czytać tego wszystkiego i wszystko mam tak naprawdę poblokowane. Uważam, że lepiej jest się skupić po prostu na treningu i na graniu. Mimo tego oczywiście zdawałem sobie sprawę i mi samemu było wstyd po niektórych meczach. Każdy z nas to odczuwał. Dla mnie też jako kapitana jest to trudna sytuacja, ale siatkówka jest na tyle piękną dyscypliną i pięknym zajęciem, że po porażce za trzy, cztery dni jest kolejny mecz, w którym można się odbudować. Myśleliśmy, że zrobimy to w Bełchatowie. Zaczęliśmy tamto spotkanie dobrze, ale później daliśmy się złamać. Skoro tam się nie powiodło, to była następna okazja teraz w Częstochowie. Jesteśmy w grze tak naprawdę i o PlusLigę i o Ligę Mistrzów, więc wszystko przed nami. Nam nie wolno się załamać. Oczywiście trochę frustracji, czy trochę wstydu, też można czasami po meczach poczuć, bo to świadczy o tym, że nam po prostu zależy. Czasami nam nie wychodzi, ale ja za tą grupę ludzi, czy za sztab, czy za wszystkich dookoła klubu, naprawdę ręczę, że każdemu zależy, każdy szuka sposobu, żeby było lepiej i mam nadzieję, że znaleźliśmy to. Teraz mieliśmy kilka dni, żeby spokojnie potrenować i zmieniliśmy pewne rzeczy. W Częstochowie wyglądało to lepiej, myślę, że przede wszystkim na zagrywce i jedziemy dalej. Staramy się tą naszą grę polepszać i zobaczymy. Może uda się coś pięknego w tym sezonie wywalczyć.

PLUSLIGA.PL: Do końca fazy zasadniczej w PlusLidze zostały wam jeszcze do rozegrania cztery spotkania i wszystkie w hali na Podpromiu, gdzie przegraliście tylko dwa mecze w początkowej fazie sezonu. Na swoim obiekcie gracie dużo równiej i pewniej, teraz trzeba to będzie potwierdzić?
Dokładnie, ale ja bardzo bym chciał, żebyśmy nie byli taką drużyną o dwóch twarzach, grającą u siebie bardzo dobrze, co oczywiście trzeba utrzymać, ale na wyjazdach musimy znaleźć sposób, żeby grać lepiej. Jeśli chcemy coś wygrać w tym sezonie, to i w domu i na wyjazdach musimy grać dobrze. To, że teraz kilka meczów rozegramy u siebie, nie świadczy jeszcze o tym, że je wygramy, bo będzie na pewno ciężko, ale tak to wygląda. To wszystko wydaje mi się, że bierze się z tego, jak będziemy się przygotowywać, jak będziemy trenować i jeśli będzie to wszystko dobrze wyglądało, to niezależnie od tego, czy będziemy grać u siebie, z pomocą naszych kibiców, którzy są naszym atutem, nie możemy wszystkiego stawiać na to i nie może być to aż tak duży atut w naszej grze.
PLUSLIGA.PL: Już w środę Asseco Resovia rozegra pierwszy mecz play-off w ramach walki o ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Knack Roeselare, który jest rewelacją tegorocznej edycji i w fazie grupowej sprawił ogromne problemy BOGDANCE LUK Lublin. Sporym atutem belgijskiego zespołu jest zagrywka. Gra z tak nieobliczalnym i groźnym zespołem to będzie dla was duży sprawdzian?
Zdecydowanie. Jesteśmy jeszcze przed odprawą dotyczącą analizy gry Roeselare, więc za dużo o grze tego zespołu nie powiem. Z tego, co wiem i co słyszałem, to rywale świetnie grają na zagrywce i tutaj będzie duży test po naszej stronie, żeby to wszystko wytrzymać, żeby grać mądrze, ale ostatecznie, przed każdym meczem to uważam, wszystko zależy od nas. Wydaje mi się, że potencjał mamy mimo wszystko większy. Potencjał nie świadczy o tym, że wygramy ten dwumecz, ale gdzieś też trzeba się skupić na sobie, a później wszystko zweryfikuje boisko.

PLUSLIGA.PL: Nie szkoda trochę, że po porażce w Lizbonie sami skomplikowaliście sobie ścieżkę awansu do Final Four, czy z pana doświadczenia jako dwukrotnego zwycięzcy tych rozgrywek wynika, że jakiekolwiek typowania czy ocena szans przed meczami tej dalszej fazy Ligi Mistrzów, nie mają znaczenia i każdy scenariusz jest możliwy?
Jeśli chce się wygrać Ligę Mistrzów, to trzeba wygrać z najlepszymi zespołami, bo po to się gra w tych rozgrywkach. Czasami ta ścieżka może wydaje się trochę łatwiejsza. Pamiętam jednak, że za pierwszym razem, kiedy było mi dane wygrać z ZAKSĄ Ligę Mistrzów, to ta droga była niesamowicie trudna. My trafialiśmy wtedy na najlepsze zespoły włoskie, ale to niczego nie zmienia. Oczywiście każdy by sobie życzył jakiejś prostszej ścieżki, ale patrząc na to, jakie drużyny w tym sezonie występują w Lidze Mistrzów, to dla każdego tak naprawdę już od tej fazy play-off, a od ćwierćfinału, to już w ogóle, nie ma szans trafić na kogoś, kto będzie zdecydowanie odstawał od innych. Staram się więc o tym po prostu za dużo nie myśleć.
PLUSLIGA.PL: Jak Europejska Konfederacja Siatkówki ogłosiła, że organizatorem tegorocznego Final Four będzie Turyn, wróciły panu wspomnienia z 2023 roku, kiedy ZAKSA w finale Ligi Mistrzów w Turynie pokonała JSW Jastrzębski Węgiel?
Oczywiście z jednej strony tak. Gdzieś tam cały czas w głowie mam to wszystko, co udało się z ZAKSĄ wygrać i przeżyć, ale jak się za bardzo na tym skupię, albo np. Erik Shoji, czy inni zawodnicy, którzy różne rzeczy w przeszłości wygrywali, to może nam uciec to, co chcemy jeszcze wygrać w tym sezonie. Przyszliśmy do Rzeszowa stworzyć świetną drużynę i zdobyć dla Resovii coś pięknego. Myślę, że każdy z nas ma takie podejście. Gdzieś to wspomnienie z Turynu jest, ale będziemy pewnie do tego wracać za kilka lub kilkanaście lat, kiedy wszyscy pokończymy kariery.

PLUSLIGA.PL: Po zwycięstwie w Częstochowie w Asseco Resovii jest pozytywne nastawienie na końcówkę rundy zasadniczej, w której podstawowym celem zespołu jest zajęcie miejsca w czołowej czwórce?
Tak. Już teraz chyba wskoczyliśmy do pierwszej czwórki przeskakując Olsztyn w tabeli. Widzimy jednak, że z każdym w tej lidze można skutecznie zagrać. Każdy gra bardzo dobrze i z każdym można wygrać lub przegrać. Rozstawienie przed fazą play-off będzie ważne o tyle, żeby potwierdzać to, że robimy kroki do przodu, ale nie po to, żeby się pod kogoś ustawiać, czy żeby szukać jakiejś łatwiejszej ścieżki, bo takiej moim zdaniem nie ma.
PLUSLIGA.PL: Był pan zaskoczony, że na meczu w Częstochowie pojawił się trener reprezentacji – Nikola Grbić?
Nie wiedziałem, że trener przyjedzie do Częstochowy. Czasami trener Nikola tak zaskakuje, ale jest to miłe. Wtedy zawsze jakaś taka dodatkowa motywacja, czy dla mnie, czy dla innych chłopaków i to myślę, że nie tylko z naszej reprezentacji.

PLUSLIGA.PL: W sobotę we Włoszech odbywały się półfinały Superpucharu Włoch i zwykle Nikola Grbić śledzi też najważniejsze spotkania włoskich rozgrywek, ale jednak postawił na mecze PlusLigi?
Cieszę się, że mecz Częstochowy z Resovią przekonał go do tego, żeby jednak to spotkanie obejrzeć. Chociaż on jak zwykle dużo czasu spędza na telefonie, więc na pewno wszystko tam śledzi i ma wszystko pod kontrolą.
PLUSLIGA.PL: Jakieś rozmowy na temat sezonu reprezentacyjnego też już są?
Rozmawiamy, ale co z tym dalej będzie, to już na spokojnie. Dam o wszystkim znać w swoim czasie.
