Autor:Kamil Składowski, fot. Piotr Sumara
  20.10.2023 godz. 09:11

Jakub Bednaruk: wreszcie zasypiam jak dziecko


W PlusLidze występował jako zawodnik, przez dwanaście lat był w niej trenerem, teraz komentuje jej meandry w Polsacie Sport. W dużym wywiadzie dla plusliga.pl opowiada nam o tym, jak wiele zmieniła w jego życiu nowa rola i rozbrat z trenerką, która go wypalała niemal do końca. Serdecznie polecamy!

PLUSLIGA.PL: Czy w PlusLidze doszło przed sezonem 2023/2024 do wywrócenia stolika, któraś z drużyn tak bardzo się wzmocniła czy osłabiła, że może pozostawić rywali w tyle lub wypaść z czołówki?
Jakub Bednaruk (ekspert Polsatu Sport): Nie sądzę, żeby doszło w PlusLidze do jakichś wielkich przetasowań. Popatrzmy na górę: ZAKSA utrzymała poziom, Jastrzębie mimo wszystko się osłabiło – ale nie tak, żeby zacząć panikować. Zawiercie wzmocniło się i to bardzo mocno, ale mówimy o awansie z czwartego na trzecie czy może drugie miejsce, więc to nie jest żadna przepaść. Środki tabeli, jak Warszawa czy Olsztyn, też są mocniejsze, z tym że Projekt ma problem z kontuzjami. Wielkich zmian w układzie sił nie ma, podobnie jak w dole tabeli.

 



PLUSLIGA.PL: Asseco Resovia?
No to z trzeciego miejsca na pierwsze, czy które? To będzie wielkie przetasowanie? Rzeszowianie kolejny raz zakasowali wszystkich na rynku transferowym i to, co ich odróżnia, to bardzo silna ławka rezerwowych, najsilniejsza w całej lidze. To może się okazać kluczowe. Nie wiem czy wygrają PlusLigę, ale ich gra w finale to nadal nie rewolucja. Dlatego nie przewiduję żadnej sensacji, wielcy pozostaną wielkimi.

PLUSLIGA.PL: A PGE GiEK Skra ma szansę wrócić do czołówki?
Sytuacja w klubie się wyciszyła, nadal są tam gracze dużej klasy, ale myśle raczej o miejscu w czołowej ósemce niż w piątce. Prawda jest też taka, że w czołówce panuje ścisk. To na pewno przyniesie mnóstwo emocji – mamy pięciu czy sześciu pewniaków do play-off i kolejne sześć ekip, które powalczą o dwa ostatnie miejsca.



PLUSLIGA.PL: Zdziwiło cię to, że drużyny z Olsztyna i Lublina ściągnęły gwiazdy reprezentacji Brazylii?
To jest coś, czym możemy się pochwalić. Gdyby piętnaście lat temu ktoś mi powiedział, że kadrowicz z Brazylii będzie grał w naszej ekipie z środka tabeli, jaką jest Olsztyn i walczył o awans do czołowej ósemki z Lublinem, to puknąłbym się w czoło. Oczywiście kadra Brazylii to nie ta sama drużyna co kiedyś, ale nadal Alan to kawał zawodnika, to duży transfer dla całej ligi. Thales mógł już być u nas wcześniej, ale zagraniczny libero to pewne utrudnienie i musiało się dla niego zrobić miejsce. Alan w Indykpolu, Bieniek i Clevenot w Zawierciu, Boyer w Resovii, Patry w Jastrzębiu. Te ruchy transferowe to reklama dla całej ligi.



PLUSLIGA.PL: Gdy grałeś jeszcze w PlusLidze to wszystko wokół wyglądało inaczej?
No pewnie, nie starczyłoby nam wieczoru, żeby to opowiedzieć. To historia na długie rozmowy przy otwartym winku. Ponad dwadzieścia lat temu grało się jeszcze w Kortowie, Radlinie, część zespołów była półamatorska. Dużo wolnej amerykanki, bankructwa drużyn za które szybko pojawiały się następne, a gdy sobie przypomnę pierwsze transfery obcokrajowców, to nie były powalające, a jednak wtedy się nimi podniecaliśmy. Dziś mamy inny świat, na turnieju towarzyskim BOGDANKA Volley Cup mieliśmy system challenge, studio telewizyjne i transmisję w Polsacie. Gdzie na świecie jest możliwe, by ktoś w telewizji pokazał siatkarski turniej towarzyski, a na trybunach zasiadały tysiące ludzi? To jest ogromna robota, która została u nas wykonana przed ponad dwie dekady. Ale...

PLUSLIGA.PL: Musiało być „ale”?
Trzeba zauważać pozytywy i wtedy chwalić, ale i pokazywać, gdy coś może być jeszcze lepsze. Ścisk w kalendarzu, nie wiem czy są wolne choćby dwa terminy, zastanawia mnie też ciągle te 16 drużyn. Są plusy i minusy tego rozwiązania. Nie ma potrzeby tylko walić w bęben, że jest cudownie lub wszystko jest nie tak.

PLUSLIGA.PL: Prezes Robert Prygiel wypowiedział się w zeszłym sezonie, że 16 ekip ma sporo plusów. Na pewno dla wielu zawodników, którzy dostają szansę w elicie.
Plusy są, minusy też. Zanim jednak zaczniemy krytykować ligę, jak to wszystko poukładano, to trzeba zwrócić uwagę, ile wymusza kalendarz światowy. Cały czas to my musimy się dostosowywać do FIVB i CEV. Jesteśmy petentem, który skraca play-off, ściska terminarz, a to chyba oni powinni dopasowywać się do najmocniejszych lig, jak nasza czy Serie A. Podsumowując, przez 20 lat zmieniło się tak wiele, że siatkówka ligowa z 2000 roku  w porównaniu z dzisiejszą to dwa zupełnie inne światy. Będę chwalił za to co dobre, a jak wypatrzę coś złego, to też nie będę się gryzł w język.

PLUSLIGA.PL: Czekasz z wypiekami na twarzy na start PlusLigi?
Wypieki, takie kibicowskie, to chyba już nie. W siatkówce jestem od 10 roku życia, na pierwszy mecz zabrali mnie rodzice jak miałem chyba roczek. Uwielbiam to, co dzieje się wokół. Czekam na to, jak sobie poradzą wielcy, którzy nie mieli zbyt wielu wspólnych treningów przed startem rozgrywek, a jak ci, którzy powinni na początku wywalczyć punkty, co się wydarzy po pięciu kolejkach, gdy któryś zespół nie wygra jeszcze ani jednego meczu? To będzie ekscytujące. Potem w styczniu, w lutym, będziemy śledzić miejsca w play-off, kto na kogo będzie mógł wpaść, które z potęg zagrają w play-off ze sobą już w półfinale? Tak jak przed rokiem Warszawa nie weszła do czwórki, czy Skra która spaliła sezon. Gdzie będą takie drużyny jak Olsztyn, Nysa, Gdańsk czy Lublin? Każdy z prezesów buduje zespół na play-off, ale miejsc jest tylko osiem.



PLUSLIGA.PL: Gdyby nagle zadzwonił twój telefon i prezes klubu z ambicjami zaproponował ci pracę? Rozłączasz się czy pakujesz walizki na wyjazd?
Nie chcę powiedzieć, co się stanie kiedyś, za jakiś czas, bo nigdy nie wiesz. Jednak dzisiaj, na ten moment, nie wróciłbym na ławkę. Przeżyłem dziesięć lat jako pierwszy trener w PlusLidze, dwa jako asystent. To jest jak na polskie warunki całkiem sporo. Były różne momenty – radosne i smutne, wiem z czym to się je. Zawsze wszystko skupia się na trenerze, nikt nie zastanawia się nad genezą, przyczynami – winny jest jeden.



PLUSLIGA.PL: Czyli robota na beczce prochu?
Przykleiło się do mnie, że spuściłem z ligi Będzin. Tak, spadliśmy gdy byłem szkoleniowcem, ale gdyby ludzie widzieli i wiedzieli, co się wtedy w klubie działo, to łapaliby się za głowy. Z mojej perspektywy życie trenerskie było bardzo ciężkie, zbytnio angażujące i psujące relacje wokół mnie. Jesteś cały czas skupiony tylko na wygrywaniu, przegrywaniu. W pewnym momencie przestajesz żyć.

 



PLUSLIGA.PL: Aż tak?
Nie chcę generalizować, mówię o swoich odczuciach. Ostatni rok mam świetny, jeśli chodzi o życie z moimi najbliższymi.

PLUSLIGA.PL: Praca eksperta w telewizji Polsat pozwoliła ci odżyć?
Wreszcie dobrze zasypiam, budzę się wyspany i uśmiechnięty. W ogóle zacząłem spać normalnie, to już jest wielka zmiana na lepsze.



PLUSLIGA.PL: Czyli poprzednia praca cię demolowała?
Nie mogłem zasnąć, często tak miałem. Myślałem o tym, co mamy do zrobienia, analizowałem po przegranych. Po porażce miałem taką adrenalinę, że myślałem do piątej rano. Ktoś wypadał, gdzieś się dowiedziałeś, że ktoś ci wbija nóż w plecy. Cały czas jesteś na takich emocjach, że budzi cię nad ranem ból brzucha. A teraz idealnie śpię, cieszy mnie ta praca, śpię jak dziecko. Zostałem w siatkówce, ale od innej strony. Patrzę na to wszystko z może trochę większym doświadczeniem, bo już przeżyłem wiele rzeczy. To, co mogą zaraz poczuć choćby Daniel Pliński, Michał Winiarski, Piotrek Graban czy inni.



PLUSLIGA.PL: Co?
Prędzej czy później czeka ich trudny moment, może nawet jakiś kryzys. Wtedy będzie ważne, kogo będą mieli wokół siebie, jak zareaguje zarząd czy sponsorzy. To jest miara tego środowiska, jak się zachowuje, gdy wtopisz. Nie gdy wygrywasz, bo to oczywiste, że wtedy jesteś najmądrzejszy i najpiękniejszy.

PLUSLIGA.PL: Pracując w Polsacie jesteś już tylko najpiękniejszy?
Miałem już kilka spinek, parę telefonów. Nie zależy mi, żeby po meczu zrobić sobie zdjęcie z zawodnikiem, czy żeby każdy był moim kolegą.  Też nie lubiłem krytyki. Każdy młody zawodnik zawsze odbiera krytykę jako atak. Później dojrzewa i mu przechodzi. Czasem przychodzi to szybciej, a czasem… nie przychodzi nigdy.

PLUSLIGA.PL: Wchodzisz w buty dziennikarza?
Dziennikarz to za dużo powiedziane, dziennikarzem to jest Marek Magiera, ja co najwyżej opowiadaczem o siatkówce, który nie gryzie się w język. Nie mówię o kimś dobrze, żeby on tak samo mówił o mnie –  absolutnie wyrzucam takie zachowania. Czasem pojawiają się foszki za oceny, które wypowiedziałem. Moim celem jest to, żeby pokazać siatkówkę od strony, którą znam, czyli od wewnątrz. A w sporcie jest tak, że nie ma znaczenia że 9 razy kogoś pochwaliłeś, wystarczy raz zganić. Niektórzy pamiętają to miesiącami, ja wolę się skupiać na pozytywach.

PLUSLIGA.PL: Nie chodzi ci jednak o krytykę dla bycia wyrazistym?
Nie, podam przykład. Gdy zacząłem w studiu pokazywać kontrowersje sędziowskie, trochę na mnie psioczono. Były nawet jakieś telefony. A teraz na szkoleniu sami arbitrzy przyznali, że nasze materiały pokazują, w jakich warunkach muszą podejmować decyzje, czasem w jak krótkim czasie i przy jakiej presji. Sa wyłapywane błędy, ale i są chwaleni za dobre decyzje, podejmowane w trudnych momentach. Chcę być wobec nich fair.

PLUSLIGA.PL: Żyjemy teraz w złotych czasach dla naszej siatkówki. W Lublinie gdzie rozmawiamy, były tłumy na towarzyskich meczach, ale nie zawsze tak musi być, nic nie jest dane raz na zawsze?
Rozmawiałem z organizatorami turnieju, opowiedzieli mi że hotel, w którym mieszkały drużyny, specjalnie kupił 3 kilogramy dobrego parmezanu, żeby goście z Włoch czuli się u nas dobrze. Włosi normalnie zwariowali! Nigdzie na świecie nie ma tego wszystkiego razem, co mamy w Polsce przy siatkówce. Oczywiście, czasem pojawi się taki ktoś jak ja i pomarudzi, ale to nie jest po to, że Bednaruk buduje coś na kontrowersji. Gówno prawda! Bardzo podobała mi się reakcja Marcina Janusza, gdy na Pucharze Polski napisałem, że jest czytany jak otwarta książka. Wysłał mi po wygranym meczu zdjęcie z książką na kolanach. Takie rzeczy uwielbiam, było to zrobione z dużą klasą, a ja mu przecież nie dogadywałem, tylko oceniałem jego grę w danym momencie.  



PLUSLIGA.PL: Mamy mnóstwo powodów do dumy, ale czasem też słyszymy o przesycie, problemach, jak to jest u ciebie z polską siatkówką?
Nie mam problemu powiedzieć, że nie podoba mi się koncepcja z graniem Barkomu w Wieluniu, mecze dwa czy trzy razy w tygodniu, ale z drugiej strony nie mam zamiaru zapominać i doceniać tego, co tu jest wypracowane. Miałem taką dyskusję na twitterze w sprawie mistrzostw świata w 2027 roku w Polsce. Ludzie pisali, że siatkówki jest za dużo, a ja zwracałem uwagę na fakt, że skoro jesteśmy w stanie zapełnić hale nawet na towarzyskie mecze, zarobić na tym jako związek, to o czym w ogóle rozmawiamy? Czy prezes jakiejś dowolnej firmy odmówi kontraktu, który ma wielkie szanse być dochodowym? Gdy przyjdzie czas, że bilety się nie sprzedadzą, to wtedy czas na zastanawianie się. Dzisiaj ludzie przychodzą na siatkówkę całymi rodzinami i dobrze się bawią. Doceńmy to, co się dzieje, ale nie zostawajmy w miejscu.

PLUSLIGA.PL: Co się dzieje, gdy ktoś krytykuje sposób, w jaki komentujesz mecze? Przecież nie miałeś czasu nauczyć się tego fachu przed przyjściem do TV.
Miałem na początku trochę obaw o to, jak w ogóle w TV będzie brzmiał mój głos. Dostawałem na początku informacje, że zbyt szybko mówię. Chyba tak bardzo chciałem zdążyć wszystko przekazać. Ale wziąłem to sobie do serca, bardzo mi pomagały te uwagi, także od kibiców. Czasem chcę coś wytłumaczyć za wszelką cenę, ale teraz uczę się zwalniać. Dzięki za wszystkie sygnały, a jeśli niektórzy nie lubią Bednaruka bo nie lubią, to trudno.



PLUSLIGA.PL: Zamykając rozmowę, polski trener to saper?
Podobało mi się, jak kiedyś Michał Probierz powiedział, że z naszymi szkoleniowcami jest tak, że podrzucają, podrzucają, tylko czasem zapominają złapać. Tak jest po pierwszym sukcesie. Popatrzmy na drogę Winiara: po poprzednim sezonie, gdy był czwarty – a przecież ktoś musi być i nie był to jakiś katastrofalny wynik – pojawiały się głosy, że może za wcześnie dostał mocny zespół, że coś jest nie tak. W kadrze Niemiec trzy turnieje bez sukcesu, krytyka, podgadywanie, a tymczasem zdobywa sensacyjnie awans na igrzyska. I teraz znów jest kandydatem na przyszłość po Grbiciu. Od ściany do ściany, od zera do bohatera i z powrotem. Myślę, że w naszym warunkach nawet takie trenerskie sławy z innych dyscyplin, jak Gregg Popvich czy Sir Alex Ferguson też nie popracowałyby 20 lat. Brakuje nam cierpliwości, żeby się człowiek uczył.



PLUSLIGA.PL: Na błędach?
A kiedy ma się uczyć, na trzech wygranych meczach z rzędu? Spróbuj naprawić sytuację, gdy przegrasz, znajdź przyczynę, czemu nagle przestało iść, to jest sztuka w trenerce. Nauka powinna trwać ileś tam sezonów, niestety u nas to właściwie niemożliwe, bo zaraz będzie ktoś nowy, a ciebie wyrzuci się na śmietnik historii. W każdym lepszym klubie u prezesa na mailu jest pewnie po kilkadziesiąt ofert trenerskich od menedżerów. Nie chcę lamentować, bo to taki zawód a nie inny, ale pracy na polskim rynku nie znaleźli ostatnio tak doświadczeni szkoleniowcy, jak Andrzej Kowal, Darek Daszkiewicz czy Mariusz Sordyl. A w kolejce już stoi kolejnych dwudziestu Włochów, Serbów i Argentyńczyków.

 

POWIĄZANE INFORMACJE