Mistrzostwa pełne niespodzianek? To jest właśnie piękno sportu
W ostatnim dniu rywalizacji grupowej na MŚ na Filipinach nie zabrakło sensacyjnych rozstrzygnięć. Z turniejem pożegnały się Francja i Brazylia, czyli dwa czołowe zespoły z pierwszej piątki rankingu FIVB. Wcześniej podobny los spotkał wysoko notowane: Japonię, Niemcy i Kubę.
Już pierwsze mecze fazy grupowej mistrzostw świata dostarczyły kibicom wielu emocji, a duże niespodzianki sprawiły Turcja ogrywając Japonię, Egipt pokonując Iran, Bułgaria zwyciężając Niemcy, czy Portugalia wygrywając z Kubą. Sporym zaskoczeniem była również gładka wygrana Czechów z Serbią czy tie-break w meczu Argentyna-Finlandia, w którym Finowie prowadzili nawet 2:0 w setach. W drugiej kolejce fazy grupowej z roli faworytów nie wywiązali się m.in. Francuzi, którzy ulegli 2:3 Finom oraz Włosi przegrywając 2:3 z Belgią.
Najwcześniej z faworyzowanych drużyn odpadła Japonia (po dwóch porażkach 0:3 z Turcją i Kanadą). Niemcy, którzy postawili się pod ścianą po porażce z Bułgarią, przegrali decydujący mecz o awansie z grupy ze Słowenią i przedwcześnie pożegnali się z mistrzostwami świata, podobnie jak Kubańczycy po porażce najpierw z Portugalczykami, a na koniec z Amerykanami. Zaskakująco dobrze w turniej weszli z kolei Bułgarzy, Belgowie i Turcy, którzy razem z Polakami, Amerykanami i Argentyńczykami są jedynymi zespołami z kompletem zwycięstw po meczach grupowych.
Najwięcej emocji przyniósł ostatni dzień rywalizacji w fazie grupowej, który zaczął się od sensacyjnej porażki Brazylijczyków z Serbami 0:3. To oznaczało, że Serbowie, którzy wydawali się w ostatnim czasie zespołem z wieloma problemami kadrowymi, zapewnili sobie awans z grupy, a Brazylijczycy musieli czekać na wynik meczu Czechy-Chiny i ten nie ułożył się po ich myśli, bo Czesi wygrali 3:0 i dzięki temu awansowali do 1/8 finału eliminując w ten sposób Brazylię.
– Po pierwszym meczu i porażce z Czechami wydawało się, że nie damy już rady wrócić do gry w tym turnieju. Wiedzieliśmy, że mamy wszystko w swoich rękach, ale nie było łatwo podnieść się po takim ciosie. Po zwycięstwie nad Chinami dobrze przygotowaliśmy się na mecz z Brazylią. To był dla nas mecz o życie, ale zagraliśmy znakomicie i odetchnąć z ulgą, bo ostatnie dni były dla nas dość stresujące – powiedział po wygranej z Brazylią przyjmujący reprezentacji Serbii i JSW Jastrzębskiego Węgla Miran Kujundžić.

Niesamowity przebieg miało pięciosetowe spotkanie Argentyny z Francją, w którym Argentyńczycy prowadzili 2:0 w setach, ale Francuzi – m.in. dzięki dobrej zmianie, jaką dał znany z gry w PlusLidze Yacine Louati, doprowadzili do tie-breaka; w nim górą była już drużyna prowadzona przez Marcelo Mendeza.
– To był dla nas mecz jak finał. Jesteśmy Argentyną, przyjechaliśmy na ten turniej z daleka i nie byliśmy stawiani w roli faworyta. Sytuacja w grupie ułożyła się tak, że mecz z Francją był dla nas ogromnie ważny, właśnie jak finał. Podchodziliśmy do niego w ten sposób i walczyliśmy do samego końca. Jesteśmy teraz niesamowicie szczęśliwi, a ja mam dodatkową satysfakcję, że pokonaliśmy Francuzów, mistrzów olimpijskich i graczy, których powiedziałem jak miałem 14-15 lat – powiedział po wygranej z Francją Luciano Vicentin, były przyjmujący JSW Jastrzębskiego Węgla.

Huśtawkę nastrojów przeżyli też gospodarze mistrzostw - Filipińczycy, którzy przez kilka minut cieszyli się już nawet ze zwycięstwa 3:2 z Iranem i awansu do dalszej fazy turnieju, ale challenge wzięty przez trenera Iranu – Roberto Piazzę okazał się trafiony, a po chwili mecz rozstrzygnął się ostatecznie na korzyść Irańczyków. Na koniec rywalizacji grupowej nie zawiedli natomiast Włosi, którzy pewnie pokonali Ukrainę i do 1/8 finału awansowali z drugiego miejsca w grupie.
Biorąc pod uwagę ranking FIVB sprzed turnieju w Manili, po fazie grupowej MŚ zostało wyeliminowanych aż pięć zespołów z czołowej dziesiątki (Brazylia, Francja, Japonia, Niemcy i Kuba), a ogromną niespodzianką jest awans do 1/8 finału takich zespołów, jak Portugalia, Finlandia, czy Czechy, które na co dzień nie rywalizują w Lidze Narodów, tylko w Złotej Lidze Europejskiej.
Z czego wynika to, że na mistrzostwach świata na Filipinach jest aż tak dużo niespodzianek, a faworyzowane drużyny mają w większości duże problemy z wygrywaniem meczów?
– Raczej to nie jest przypadek, że aż tak wiele drużyn, które grały niedawno w finałach Ligi Narodów w Ningbo, w Manili pożegnało się z mistrzostwami już po fazie grupowej. Oczywiście łatwiej jest mi tak teraz o tym mówić, bo my akurat zostaliśmy w turnieju, ale ja uważam, że to jest właśnie piękno sportu. Fajnie, że są takie niespodzianki i że większość z tych drużyn przecież zasłużenie awansowała, bo prezentowała fajną siatkówkę – mówi Kamil Rychlicki, atakujący reprezentacji Włoch i ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i dodaje.

– Powodów takiego stanu rzeczy jest na pewno kilka, ale ciężko jest mi teraz powiedzieć dlaczego tak się dzieje. Myślę, że parę aspektów mogło tutaj odegrać swoją rolę. Po pierwsze, może trochę zmęczenie, przede wszystkim mentalne, bo większość tych topowych drużyn i graczy z czołowych reprezentacji świata gra przecież bez przerwy o jakieś trofea. Nie wszyscy też dobrze weszli w turniej, a wiadomo, że trochę inaczej gra się mecze grupowe niż już takie o stawkę, gdzie trzeba wygrać.
Na pytanie czy Włosi celowali od razu z formą bardziej pod kątem fazy play-off odpowiada jednak bez chwili zastanowienia. - Myślę, że aż tak pokerowo to nie zagraliśmy. Po prostu trzeba wejść dobrze w turniej i raz to wychodzi lepiej, a raz gorzej. Mam nadzieję, że od tego meczu z Ukrainą, który już był dla nas o stawkę i musieliśmy go wygrać, to w następnych spotkaniach rozgrywanych pod presją może trochę lepiej będziemy już grać – mówi Rychlicki.
– Ten turniej jest szalony, bo faktycznie nie brakuje w nim niespodzianek. Może to dlatego, że minął już rok od igrzysk olimpijskich i wiele się zmieniło. Sporo drużyn zmieniło kadry, pojawili się w nich nowi gracze i trenerzy. Jesteśmy już w nowym cyklu olimpijskim, więc wszyscy chcą walczyć i dać z siebie wszystko, a na tym właśnie polega sport – twierdzi Jennia Grebennikov, libero reprezentacji Francji, która na turniej na Filipiny przywiozła przecież prawie cały skład z igrzysk w Paryżu (poza Kevinem Tillie – przyp. red.), a przedwcześnie pożegnała się z mistrzostwami.
– Dysponowaliśmy rzeczywiście mocnym składem i przyjechaliśmy z dużymi oczekiwaniami, ale igrzyska olimpijskie odbyły się rok temu, a w siatkówce jak to w sporcie przez rok sporo może się zmienić i nie ma co wracać do historii – dodaje Grebennikov.

Jak na problemy faworyzowanych drużyn na Filipinach patrzy najbardziej doświadczony uczestnik mistrzostw świata – Luciano De Cecco, rozgrywający Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa?
– Moim zdaniem podczas tak dużego turnieju, w którym bierze udział aż 32 drużyn, wszystko może się zdarzyć. Myślę, że zespoły niżej notowane mają dużą motywację, żeby zmierzyć się z najlepszymi na świecie, więc grając z faworytami nie mają nic do stracenia. Prezentuję swoją najlepszą siatkówkę i należą im się słowa uznania. To co spotkało m.in. Japonię czy Francję jest oczywiście zaskoczeniem, ale tak właśnie jest w sporcie i to mi się podoba. Mam wielu świetnych kolegów w reprezentacji Francji, więc bardzo mi przykro, że ich wyeliminowaliśmy, ale myślę, że w takich turniejach wszyscy grają na możliwie najwyższym poziomie i chcą wygrać – mówi Luciano De Cecco.
Na bardzo dobrą grę w Manili zespołów z niższych miejsc rankingowych zwrócił uwagę również trener reprezentacji Polski – Nikola Grbić.
- To nie jest tak, że zespoły faworyzowane grają na tym turnieju źle, tylko bardziej tak, że ich niżej notowani przeciwnicy grają tak dobrze. To jest coś, co w tym turnieju sprawdza się prawie w każdym meczu. Chodzi o to, że każdy z tych zespołów niżej notowanych gra z faworytem swoją najlepszą siatkówkę i trzeba być na to przygotowanym. My też doświadczyliśmy tego grając z Holandią, która rozegrała z nami świetny mecz i teraz musimy być gotowi na bardzo dobrą dyspozycję Kanady – dodaje trener polskiego zespołu.
Zaciętych meczów i wielu emocji nie powinno zabraknąć także w fazie pucharowej, która zacznie się już w sobotę, a wszystkie zespoły będą do końca turnieju rozgrywały mecze w hali SM Mall of Asia Arena mogącej pomieścić 15 tysięcy widzów. W 1/8 finału wystąpi w sumie aż 25 zawodników reprezentujących kluby PlusLigi. Największymi szczęśliwcami w tym gronie są zapewne Portugalczyk Miguel Tavares (Aluron CMC Warta Zawiercie), Fin Voitto Köykkä (Energa Trefl Gdańsk), Czesi: Patrik Indra (Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa) i Lukáš Vašina (Asseco Resovia Rzeszów oraz Bułgarzy: Aleks Grozdanov (BOGDANKA LUK Lublin) i Asparuh Asparuhov (Ślepsk Malow Suwałki), ponieważ ich reprezentacje niespodziewanie awansowały do dalszej fazy turnieju.

Pary 1/8 finału mistrzostw świata:
Sobota 20.09.
Turcja - Holandia godz. 09.30 (czasu polskiego)
Polska - Kanada godz. 14.00
Niedziela 21.09.
Argentyna - Włochy godz. 09.30
Belgia - Finlandia godz. 14.00
Poniedziałek 22.09.
Bułgaria - Portugalia godz. 9.30
USA - Słowenia godz. 14.00
Wtorek 23.09.
Tunezja - Czechy godz. 09.30
Serbia - Iran godz. 14.00.
Powrót do listy