Cezary Sapiński: Pierwszy raz jest taka sytuacja
Asseco Resovia podobnie jak w pierwszej rundzie została zatrzymana przez świetnie dysponowaną ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Jedną z jaśniejszych postaci w rzeszowskiej ekipie był środkowy Cezary Sapiński (10 pkt, 71 proc. skuteczności ataku), który od meczu z Cuprum Stilonem Gorzów wskoczył do pierwszej szóstki i jak sam zapowiada, chce w niej na dłużej pozostać.
PLUSLIGA.PL: W przegranym 1:3 meczu z ZAKSĄ już od pierwszego seta mieliście czego żałować, bo prowadziliście w nim 22:20, a jednak przegraliście zaciętą końcówkę?
Cezary Sapiński (środkowy Asseco Resovii Rzeszów): Zdecydowanie. Wiele błędów popełniliśmy nawet w tej końcówce pierwszego seta. Kilka piłek nie dograliśmy dobrze, uciekło nam kilka obroń, np. ja miałem dwie obrony; takie dość proste niedogadanie się i przez to traci się seta. Jedna prosta piłka wystarczyłaby, żeby wyrównać i odwrócić wynik na swoją stronę.

PLUSLIGA.PL: Miał pan świetny początek meczu, gdzie dostawał sporo piłek od Marcina Janusza i w większości je kończył. Punktował też w bloku i w zagrywce; potem jednak już tak dobrze nie było?
Zgadza się. Dla mnie to dużo szczęście, że grałem i czułem fajne zaufanie od Marcina Janusza. No niestety, już tak od trzeciego seta Marcin nie miał możliwości, żeby grać pierwszym tempem. ZAKSA stanęła na zagrywce i po kolei Igor Grobelny, Kamil Rychlicki, czy Rafał Szymura „tłukli” tak, że nie mogliśmy tego przyjąć.
PLUSLIGA.PL: W przypadku Asseco Resovii, zwłaszcza w meczach wyjazdowych, jak chociażby w Jastrzębiu-Zdroju, Olsztynie czy Gdańsku, powtarza się taki schemat, że jak rywal da się wam mocno we znaki zagrywką i naciska na was, to trudno jest wam znaleźć na to sposób.
Tutaj nie ma jakiejś reguły. Ja już jestem drugi sezon w Rzeszowie i zauważyłem taką prawidłowość, że każdy kto gra z Rzeszowem, to chce wygrać. Nasi rywale mogą mieć np. 3-4 mecze z rzędu słabszą formę, ale przychodzi do meczu z nami i nie mają nic do stracenia. Po prostu ryzykują, idą na sto procent i było to też widać teraz po ZAKSIE.
PLUSLIGA.PL: Wydawało się po ostatnich spotkaniach, że Asseco Resovia łapie właściwy rytm i większą stabilizację. Mecz w Kędzierzynie-Koźlu pokazał, że wciąż są z tym problemy i jak gra się wam nie układa, to nie jesteście w stanie odwrócić niekorzystnego wyniku.
Sytuacja w spotkaniu z ZAKSĄ była faktycznie ciężka. Rywale na nas naskoczyli, wszedł „Nino” [Yacine Louati – przyp. red.), żeby poprawić przyjęcie i dalej mieliśmy problem. Wszedł Kuba Bucki od trzeciego seta, żeby poprawić atak i może faktycznie poprawił. Popełniliśmy dużo błędów na zagrywce. Może mieliśmy też dużo asów, ale również błędów i to takich niepotrzebnych. No niestety, ale siatkówka to jest gra błędów. W Kędzierzynie-Koźlu popełniliśmy ich zdecydowanie więcej niż rywale.

PLUSLIGA.PL: Już we wtorek Asseco Resovia rozegra mecz Ligi Mistrzów z SVG Lüneburg. Celem będzie zwycięstwo za trzy punkty i najlepiej bez straty seta?
Dokładnie. Plan był od razu taki, że po meczu z ZAKSĄ nocujemy w Kędzierzynie-Koźlu i następnego dnia jedziemy do Lüneburga. To jakieś 10 godzin jazdy, więc ciekawa podróż nas czeka.
PLUSLIGA.PL: Z kolei w PlusLidze w niedzielę 1 lutego zmierzycie się z BOGDANKĄ LUK Lublin, czyli rywalem z najwyższej półki?
I znowu będziemy mieć zaledwie 3-4 dni do kolejnego meczu, więc też nie będzie czasu na regenerację. Dlatego wiadomo, że nasza forma będzie trochę falowała.

PLUSLIGA.PL: Porażka w Kędzierzynie-Koźlu może was sporo kosztować w tabeli, gdzie jest bardzo ciasno i każdy punkt jest bardzo ważny.
W tym sezonie pierwszy raz jest taka sytuacja. Chociażby w zeszłym roku zawsze były 3-4 zespoły na górze, potem była druga połowa i następnie dół tabeli. W tym sezonie mamy od siebie oddzielone dwie połowy. Zespoły od ósmego czy nawet dziewiątego miejsca wzwyż zawsze mają swoje szanse. Są bardzo blisko siebie w tabeli i każdy może przeskoczyć każdego.

PLUSLIGA.PL: Pan pewnie cieszy się z tego, że po dłuższym czasie wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie Asseco Resovii i znajduje się aktualnie w wysokiej dyspozycji?
Czekałem półtora roku na to, żeby regularnie zagrać. To jest fenomenalne uczucie i bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że jak najdłużej będę trzymał się boiska.

Powrót do listy