Patrik Indra: Nigdy w życiu nie miałem jeszcze takiej sytuacji
Sytuacja Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa po kolejnej porażce w rozgrywkach, tym razem z Asseco Resovią Rzeszów, jest coraz trudniejsza. Częstochowianie, którzy w zeszłym sezonie byli rewelacją rozgrywek, w tym walczą o utrzymanie w PlusLidze. – W najgorszych snach bym tego nie przewidział – mówi czeski atakujący Steam Hemarpol Politechniki, Patrik Indra.
PLUSLIGA.PL: Z Asseco Resovią Rzeszów, mimo porażki 1:3, rozegraliście jako zespół całkiem dobry mecz?
Patrik Indra (czeski atakujący Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa): Szczerze powiem, że ostatnich kilka meczów gramy naprawdę dobrze, tylko zawsze trochę nam brakuje do zwycięstwa. Może jest to odrobinę szczęścia, bo jak już mamy zaciętą końcówkę, to praktycznie zawsze przegrywamy. Trochę nas to męczy, ale próbujemy walczyć do końca. Mam nadzieję, że jeszcze się uda wygrać jakiś bardzo ważny mecz, no i oczywiście, że się utrzymamy.

PLUSLIGA.PL: Po spotkaniu z Asseco Resovią dostał pan prezent od kibiców ubranych w koszulki hokejowe. Z jakiej okazji?
Chłopaki, którzy tutaj grają w hokeja, przyszli przed meczem i powiedzieli, że mają dla mnie prezent. Ja się z tego bardzo cieszę, bo dużo ludzi wie o tym, że grałem w hokeja do 16. toku życia. To jest teraz dla mnie takie fajne wspomnienie.
PLUSLIGA.PL: Pewnie przeżywał pan występy czeskich hokeistów na igrzyskach w Mediolanie, bo Czesi byli o krok od wyeliminowania w ćwierćfinale faworyzowanej Kanady?
Tak. Byliśmy wtedy akurat z zespołem z Częstochowy we Włoszech przy okazji meczu Challenge Cup z Allianzem Mediolan. Nie będę ukrywał, ale przykro mi było przed tym spotkaniem, bo czescy hokeiści niestety przegrali. Takie jest jednak życie sportowca. Teraz mam tego przykład w Częstochowie, bo niestety sporo przegrywamy w tym sezonie i to jest bardzo przykre.
PLUSLIGA.PL: Steam Hemarpol Politechnika jest już w bardzo ciężkim położeniu mając cztery punkty straty do przedostatniego InPostu ChKS-u Chełm. Mecze z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i PGE GiEK Skrą Bełchatów, które rozegracie w najbliższym czasie, będą w waszym zasięgu?
Szanse na zwycięstwa jeszcze są. Jest to jeszcze w naszych rękach i to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że jeśli będziemy grali co najmniej tak jak w ostatnich kilku spotkaniach, to uda nam się teraz wygrać dwa następne mecze i zobaczymy, co się stanie. Najważniejsze jest to, że wszystko jest jeszcze w naszych rękach. Będziemy mocno pracowali, żeby być w jak najlepszej dyspozycji w piątek przeciwko ZAKSIE.

PLUSLIGA.PL: Rozgrywacie w ostatnim czasie sporo meczów, a pan jako atakujący dostaje bardzo dużo piłek do ataku. Jest pan wciąż wysoko w rankingach najlepiej punktujących i atakujących, ale obciążenia grą pewnie dają o sobie znać?
Przygotowuję się z meczu na mecz i zawsze daję z siebie sto procent. Potem potrzeba mi dwóch dni na trochę odpoczynku i regenerację. Tak to już jest, że jak się gra w pucharach, a do niedawna w nich graliśmy, to natężenie grą jest spore, ale ja się do tego przyzwyczaiłem.

PLUSLIGA.PL: Pewnie trudno panu jest się pogodzić z tym, że zespół z Częstochowy, który był rewelacją poprzednich rozgrywek, teraz walczy o utrzymanie się w PlusLidze?
To jest coś niesamowitego, wręcz nie do uwierzenia. Zawsze jak zdobędziemy jakieś punkty, czy jak wygramy mecz, to wszyscy, którzy są blisko nas w tabeli, też wygrywają. Nieprawdopodobny jest ten sezon i naprawdę w najczarniejszych snach tego bym nie przewidział.

PLUSLIGA.PL: Dla pana ta huśtawka nastrojów jest tym większa, że po poprzednim znakomitym sezonie w PlusLidze doszedł jeszcze świetny wynik na mistrzostwach świata na Filipinach z reprezentacją Czech, a teraz trzeba mocno bronić się przed spadkiem z ligi?
To są wszystko bardzo skrajne emocje. Nigdy w życiu nie miałem jeszcze takiej sytuacji, bo zawsze grałem w drużynach, które grały o mistrzostwo i występowały w play-offach. Nie miałem do tej pory sezonu, kiedy nie zagrałem w play-offach. To będzie pierwszy taki sezon. W ogóle nie jestem przyzwyczajony do tego, żeby tak często przegrywać. Naprawdę to jest bardzo ciężkie dla głowy. Oczywiście nikt nie lubi przegrywać, ale ja już szczególnie i zawsze bardzo przykro jest mi po przegranym meczu.
