Danny Demyanenko: Chcę dać kolegom z zespołu możliwość większej swobody w grze
Asseco Resovia po niezwykle zaciętym spotkaniu pokonała Indykpol AZS Olsztyn 3:2 i podtrzymała zwycięską passę w hali na Podpromiu (ostatniej porażki w swojej hali resoviacy doznali 22.11. z Aluronem CMC Wartą Zawiercie). MVP meczu został wybrany kanadyjski środkowy Asseco Resovii – Danny Demyanenko, który zdobył 14 pkt (w tym 2 zagrywką i 1 blokiem), a w ataku skończył aż 11 na 12 piłek (92 proc. skuteczności).
PLUSLIGA.PL: W meczu przeciwko świetnie dysponowanej drużynie z Olsztyna Asseco Resocia była w opałach przegrywając już 1:2. Znów pokazaliście, że hala w Rzeszowie jest waszym sporym atutem?
Danny Demyanenko (kanadyjski środkowy Asseco Resovii Rzeszów): Ten mecz pokazał, jak wielki charakter ma nasza drużyna. Wiedzieliśmy, że mamy kłopoty w grze, bo niektóre elementy nam dobrze nie funkcjonowały, więc musieliśmy znaleźć inne rozwiązania. Dlatego tak ważne było dla nas zachowanie walecznej postawy do samego końca. Pokazaliśmy, że niezależnie od okoliczności i problemów możemy znaleźć sposób, żeby osiągnąć nasz cel. Jestem więc dumny z tego, jak cała drużyna zaprezentowała się w tym meczu.

PLUSLIGA.PL: Od czwartego seta trener Massimo Botti zdecydował się na grę z trójką przyjmujących, bo Klemen Čebulj zastąpił w szóstce Karola Butryna. To było pokerowe zagranie?
Trzeba przyznać trenerowi, że zawsze znajduje jakieś kreatywne rozwiązania i w tym spotkaniu było to widać. Musieliśmy znaleźć jakiś sposób na przyjmowanie bardzo mocnych zagrywek rywali, więc skorzystanie w tym meczu z całej czwórki przyjmujących było dla nas zdecydowanie świetnym rozwiązaniem. W spotkaniu z Olsztynem to się sprawdziło i dobrze jest mieć taką opcję na przyszłość, na wypadek gdyby kiedykolwiek okazała się jeszcze potrzebna. Ostatecznie trener podjął dobrą decyzję.
PLUSLIGA.PL: Dla pana indywidualnie było to świetne spotkanie, o czym świadczy też statuetka MVP. Skończył pan niemal wszystkie ataki (11 na 12 – przyp. red.), a kilka z nich to były prawdziwe siatkarskie gwoździe. Pana zgranie z Marcinem Januszem jest na najwyższym poziomie?
Tak. Naprawdę ważne jest, żeby utrzymać taki dobry rytm gry, zwłaszcza w tej części sezonu. Jeśli uda mi się zapewnić Marcinowi te wszystkie możliwości w ataku, jakie mamy i dać mu pełen komfort, żeby grał też ze mną niezależnie od sytuacji, to będę z tego bardzo zadowolony. Jeśli Marcin ma do mnie zaufanie, to moja skuteczność na środku siatki pozwala nam tworzyć też inne możliwości gry. Tak więc naprawdę staram się grać dla drużyny, a także oczywiście samemu osiągać dobre wyniki.
Przede wszystkim chcę dać innym chłopakom z zespołu możliwość większej swobody w grze, atakowania na pojedynczym bloku, czy znacznie więcej zagrań z drugiej linii, które będziemy w stanie wykonać jeśli każda opcja ataku będzie wchodziła w grę. Myślę więc, że to naprawdę ważne, zwłaszcza jeśli mamy grać przeciwko tak mocnym i wymagającym drużynom jak Olsztyn, które będą walczyć i serwować w naszym kierunku naprawdę trudne piłki.

PLUSLIGA.PL: W bloku mieliście przeciwko Indykpolowi AZS Olsztyn duże problemy, bo Olsztynianie w pierwszych trzech setach atakowali na poziomie ponad 60 proc., a ich lider w ataku – Moritz Karlitzek był praktycznie nie do zatrzymania?
Karlitzek był rzeczywiście niesamowity i jest znany z tej ofensywnej, bardzo skutecznej gry niczym rasowy atakujący. Widać też, że rozgrywający Olsztyna – Johannes Tille jest świetnie zgrany z Karlitzkiem i posyła do niego mnóstwo piłek. Dla nas ważne było więc po prostu zachowanie cierpliwości i czekanie na swoje okazje do przełamania rywali. Musieliśmy zachować dyscyplinę w grze i trzymać się naszego planu, bo gdy tego nie robimy, to obrona nie wie, co ma robić, a blok może zacząć grać na własną rękę. Musieliśmy więc po prostu zachować cierpliwość i konsekwencję, a w piątym secie przyniosło nam to kilka bardzo ważnych punktów.

PLUSLIGA.PL: Asseco Resovia wciąż liczy się w grze o wyższe miejsce w tabeli niż piąte po fazie zasadniczej. Już w czwartek rozegracie kolejne ważne spotkanie z JSW Jastrzębskim Węglem, który jest wyjątkowo niewygodnym rywalem dla Resovii, o czym przekonaliście się już w pierwszej rundzie przegrywając w Jastrzębiu-Zdroju 0:3. Będzie okazja do rewanżu?
Dokładnie tak. Musimy skupić się na tym, co mamy teraz do zrobienia. Najpierw więc musimy zregenerować siły, potrenować na siłowni i wrócić na halę, żeby zadbać o formę, a potem zmierzymy się z Jastrzębiem. Wiemy, że to dobra drużyna. W pierwszej rundzie rywale zagrali z nami naprawdę agresywnie w zagrywce i byli bardzo skuteczni. Myślę więc, że będzie to wymagało od nas dużego wysiłku, aby utrwalić to, nad czym pracowaliśmy w meczu z Olsztynem, czyli zachowanie cierpliwości, dbanie o dobrą grę w bloku i w obronie, umiejętność wykorzystywania piłek na kontrach i przełamywania przeciwnika, ponieważ uważam, że to również jest jedną z mocnych stron Jastrzębia.
PLUSLIGA.PL: Mimo że w hali Podpromie radzicie sobie bardzo dobrze i po raz ostatni przegraliście u siebie z Aluronem CMC Wartą pod koniec listopada, to jednak trzy spotkania z rzędu w PlusLidze rozegrane na dystansie tygodnia, to chyba spore wyzwanie?
Myślę, że najlepsze w tej sytuacji jest takie podejście, żeby skupiać się tylko na każdym kolejnym dniu i meczu. Najpierw zajmiemy się więc regeneracją po Olsztynie, treningami, pracą na siłowni, ale też analizą gry rywali. Nie ma sensu wybiegać za bardzo do przodu i myśleć od razu o całym tygodniu. Trzeba podejść do tego, jak do każdego kolejnego etapu i skupić się tylko na tym, co musimy zrobić w danym momencie, a nie w perspektywie przyszłości. Jeśli tego nie zrobimy, to możemy dać się ponieść emocjom i zagubić się w swoich myślach. Bardzo ważne jest skupienie i zdyscyplinowanie, a wtedy, miejmy nadzieję, uda nam się zakończyć rundę zasadniczą u siebie w naprawdę dobrym stylu.

PLUSLIGA.PL: Po awansie do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń w Roeselare na pewno jednak poczuł pan dodatkowe emocje i dla pana jest to coś wyjątkowego, żeby powalczyć o awans do Final Four Ligi Mistrzów?
Tak. Nasz mecz rewanżowy w Belgii był udany. To było naprawdę coś niesamowitego. Wiedzieliśmy, że przeciwnicy zagrają na bardzo wysokim poziomie, ale wyszliśmy na boisko i zrobiliśmy swoje. Osobiście nigdy nie brałem udziału w takich meczach play-off Ligi Mistrzów, więc dla mnie to niesamowita okazja.
Za niedługo w ćwierćfinale zagramy z jedną z najlepszych drużyn w Lidze Mistrzów, która jest niepokonana w tych rozgrywkach i miała najlepszy bilans po fazie grupowej. Powtarzam jednak, że musimy skupić się na każdym kolejnym etapie, który jest przed nami. Drużyna z Ankary będzie oczywiście bardzo trudnym przeciwnikiem, ale jeśli zagramy cierpliwie i z charakterem, to myślę, że mamy swoje szanse w tej rywalizacji.

Powrót do listy